|
|
Wiadomości Tygodnia Goniec Górnośląski nr 6:
Inkasentów
gryzą psy
Życie inkasenta nie jest łatwe. Człowiek się
nachodzi, użera z tymi, których notorycznie nie ma w
domu bądź odmawiają odczytu wodomierza, a nawet może
zostać capnięty przez ich pupila w przysłowiowe cztery
litery. Takiego bliskiego spotkania doświadczyła w
ubiegłą środę pracownica rudzkiego PWiK-u. Kto się
śmieje niech przemyśli, czy sam nie jest narażony na
takie wątpliwe atrakcje. Wspomnianego, feralnego
dnia Barbara Wolny wyszła do pracy, którą wykonuje od
osiemnastu lat. Nie spodziewała się, że wróci do domu ze
śladami zębów i soczystym siniakiem na lewym pośladku. –
Odczytywałam liczniki wody – opowiada Wolny. – Podeszłam
pod furtkę jednej z posesji. Wyszedł do mnie syn
właścicieli i powiedział, że zgodnie z poleceniem ojca
mam napisać „średnią”, bo psy są puszczone. Nie miałam
wyboru, zgodziłam się i odeszłam. Kiedy byłam już około
200 m od furtki usłyszałam szczekanie. Chwilę później
bernardyn dobiegł do mnie i mnie ugryzł. Bardzo się
wystraszyłam. Dzięki ciepłemu ubraniu kobieta nie
odniosła poważniejszych obrażeń. Trafiła jednak do
lekarza, gdzie dostała zalecane w takich przypadkach
zastrzyki. Sprawą zajęli się funkcjonariusze Straży
Miejskiej. – To przykład niezachowania ostrożności przy
trzymaniu psa i dopuszczenia do jego wydostania się poza
teren nieruchomości – mówi Marek Paliga, ze Straży
Miejskiej. – Syn właścicieli przez nieuwagę zostawił
otwartą furtkę. Takie przypadki nie zdarzają się często.
Pies został poddany obserwacji weterynaryjnej, a
właściciel ukarany mandatem karnym w wysokości 100 zł.
Tyle, jak się okazało w świetle prawa, warte są ślady
kłów, bolesny zastrzyk przeciwtężcowy i stres. Dzięki
strażnikom, którzy pojechali z inkasentką na miejsce
zdarzenia, kobieta mogła wypełnić swoje obowiązki. Drugi
syn zagonił psy do kojca i – chcąc nie chcąc – wpuścił
zainteresowanych na teren posesji. Jak się okazało,
uszkodzenie tylnej części ciała odczytywaczki było warte
dla jej firmy 2 tys. zł – tyle bowiem kosztuje 500 m3
wody, które wskazywał stan strzeżonego przez psy
wodomierza (dotychczas najwyższe zużycie wody na tej
posesji wynosiło 30 m3. – Niezależnie od sprawy
pogryzienia naszej pracownicy przez psa, zleciłem
przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego, w związku z
dalece odbiegającym od najwyższych, wcześniejszych
odczytów na wodomierzu i kilkukrotnym uniemożliwieniem
fizycznego odczytu przez naszego pracownika – podkreśla
Piotr Duda, prezes Zarządu PWiK w Rudzie Śląskiej.
Sprawa najprawdopodobniej rozejdzie się po kościach,
ponieważ właściciel posesji i psa zaproponował pokrycie
szkód, czyli zapłatę za podartą kurtkę i spodnie, a
Barbara Wolny przystała na propozycję. Jak stwierdziła,
woli żyć z innymi w zgodzie. Zwłaszcza, że za miesiąc
znów zapuka do ich drzwi. Zakład pracy jednak rozważa
wystąpnie z roszczeniami w sprawie swojej pracownicy, a
w regulaminie szykują się zmiany. – Wprowadzamy zapis,
który ma zobowiązywać odbiorcę do zapewnienia na terenie
swojej posesji bezpiecznego wstępu i pobytu osoby
uprawnionej do wykonywania czynności – informuje Dorota
Gonciarz, kierownik biura obsługi klienta rudzkiego
PWiK-u. Wątpliwe jednak, czy niewspółmierny do
zagrożenia mandat otrzeźwi niefrasobliwych właścicieli
czworonogów. Zwłaszcza, że pieski podgryzają często i
chętnie. – Nie tylko te duże, ale też małe – zdradza
Grażyna Hanuszkiewicz, specjalista ds. BHP w rudzkim
PWiK-u. – Nie znamy wszystkich przypadków, kiedy
inkasenci zostali pogryzieni, ale wiemy, że były też
poważne przypadki. Dużym problemem jest brak dzwonków
przy furtkach, trzeba po prostu wchodzić na posesję.
Zawód wysokiego ryzyka? Niekoniecznie. Brak wyobraźni
właścicieli psów stanowi zagrożenie dla nas wszystkich.
Smycz i kaganiec to podstawowe środki ostrożności,
których przeznaczenia chyba nadal wielu nie rozumie. Na
ulicach, w parkach, a nawet w środkach komunikacji
miejskiej pupile bardzo często bywają puszczane samopas.
– Zwierzę nie jest przewidywalne ze względu na wiele
różnych zewnętrznych czynników, w tym instynkt zwierzecy,
ruch miejski czy powstała sytuacja – tłumaczy Krzysztof
Piechaczek, rzecznik rudzkiej policji. – Wychodząc z
psem bez smyczy i kagańca musimy liczyć się z
możliwością otrzymania mandatu w wysokości 200 zł.
Funkcjonariusze raczej nie starają się karać, częściej
stosują pouczenie. Chyba, że sytuacja notorycznie się
powtarza.
Str.w Gońcu - 9
Jak
w kalejdoskopie
Świętochłowice •
Temperatura w Radzie Miejskiej nie opadła. Na pewno nie
ugasiła jej decyzja o podwyżkach cen wody, konsekwencje
której odczuli drastycznie, odwołani z samorządu
Chorzowsko–Świętochłowickiego ZWiK, przedstawiciele
gminy. Przejęcie władzy ma również swoje następstwa w
powołaniu nowego zastępcy prezydenta.
Str.w Gońcu - 3
Walentynki
Jak przekonuje nas psycholog z Chorzowa,
miłość niejedno ma oblicze. Jedni uważają, że do serca
najkrótszą
drogą jest żołądek. Inni, że pióro. Lekkie – mają z
pewnością laureaci konkursu walentynkowego.
Str.w Gońcu - 10
Zapłacą,
ale nie posiedzą
Ruda Śląska
•
Pozbawienie wolności w zawieszeniu i grzywna to wyrok
dla oskarżonych w sprawie kopalni „Halemba”. Zdaniem
prokuratora, taka kara jest adekwatna do czynów. Jednak
do tej pory procesy w podobnych sprawach kończyły się
uniewinnieniem lub nawet umorzeniem.
Str.w Gońcu - 7
poprzednie artykuły>> |
serwis USG, usg używane
ultarsonograf
fotograf ślubny katowice
isws |