|
|
Historia
Redakcji
Wstęp
Jesień 1956 roku
nie była zwykłą porą, w której wszystko szykuje się do
zimowego snu. W życiu politycznym i społecznym wiele się
zmieniało i następowała swoista wiosna. Odwilż
w dotychczasowym sposobie kierowania państwem wykraczała
daleko poza sfery władzy centralnej. Fala entuzjazmu
społecznego przejawiała się także w ożywieniu na rynku
prasowym. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe
periodyki związane z regionami i powiatami. Choć wciąż
nie można było jeszcze mówić, a już na pewno pisać,
o wszystkim, wszechmocna cenzura ustąpiła na tyle, by
powstawanie nowych gazet stało się możliwe. Przynajmniej
dla tych wszystkich, którzy wykazywali się dużą
determinacją i umiejętnością pokonywania przeszkód. Tak
było właśnie z „Gońcem Górnośląskim” u jego zarania.
Od „Życia
Chorzowa” do „Gońca Górnośląskiego”
Z perspektywy niemal
pięćdziesięciu lat można dziś powiedzieć, że o włos
i o jeden dzień, a do powstania „Gońca Górnośląskiego”
nigdy by nie doszło.
Władze wojewódzkie owszem poparły koncepcję
utworzenia tytułu prasowego dla Chorzowa, ale miał on
być tylko miejscową mutacją „Życia Bytomskiego”. Odrębna
gazeta była jednak kwestią honorową, a sprawa mariażu
pism poróżniła ówczesnych włodarzy obu miast, czego
efektem było odstąpienie od tego pomysłu.
Chorzów, Nowy Bytom (wtedy jeszcze odrębna
miejscowość), Siemianowice Śląskie i Świętochłowice
otrzymać miały własny tygodnik, o ile udałoby się
utworzyć go przed końcem 1956 roku, bo tylko do tego
momentu obowiązywała zgoda na utworzenie nowego tytułu,
którą otrzymała redaktor naczelna formowanej gazety –
Alicja Olczykowa.
Problem w tym, że był już początek grudnia,
a redakcja nie miała ani siedziby, ani zespołu, ani
środków finansowych. Tę pierwszą przeszkodę udało się
jednak sforsować. „Gońcowi” przyznano pokój w gmachu
miejskiej PZPR przy ul. Sienkiewicza (ironią losu
niedawno właśnie tam przeniósł swą siedzibę inny lokalny
tygodnik). Jeden pokój, biurko, maszyna do pisania
i telefon stanowiły cały dobytek tworzonego pisma. Nawet
ołówki i papier do maszyny były prezentami
zaprzyjaźnionych sekretarek z sąsiednich biur.
Dofinansowanie, jakie po licznych interwencjach
udało się uzyskać z Warszawy, także nie gwarantowało, że
uda się utworzyć gazetę. Istniała bowiem jeszcze jedna
przeszkoda – Prasowe Zakłady Graficzne w Katowicach,
posiadające monopol na druk gazet. Dyrektor techniczny
Józef Wojdyło sporo ryzykował kredytując pismo, które
nie mogło zagwarantować, że zapłaci za druk. Niemniej
i jego udało się przekonać. Maszyna rotacyjna poszła
w ruch i 30 grudnia (na dzień przed upływem wyznaczonego
terminu) pierwszy numer „Życia Chorzowa” ujrzał światło
dzienne. Tego samego dnia lokalne mutacje gazety pod
nazwą „Goniec Górnośląski” trafiły także do czytelników
Nowego Bytomia, Siemianowic Śląskich i Świętochłowic.
Taki był początek gazety.
Myliłby się jednak ktoś, kto uznałby, że od tej
chwili periodyk miał już tylko świetlaną przyszłość.
Jeszcze przez kilka lat wydanie każdego kolejnego numeru
było niepewne. Gazeta musiała bowiem pozyskać sobie
zaufanie czytelników i unormować kiepską sytuację
finansową.
Wezwano mnie do komitetu partyjnego
z pretensjami, że nasi ludzie jeżdżą na gapę tramwajami
i autobusami. A wtedy po prostu nie było nas stać na
bilety – wspomina Alicja Olczykowa. – Żadne z miast nie
dało na początek ani grosza, musieliśmy sobie sami
radzić.
Jakby problemów było mało, władze partyjne
rozpoczęły roszady personalne w gazecie. Alicja
Olczykowa po wykluczeniu z partii musiała ustąpić ze
stanowiska redaktora naczelnego. Jej miejsce zajął
Marian Sarama wcześniej związany z „Dziennikiem
Zachodnim” i „Wiadomościami Zagłębia”. Wkrótce na tym
stanowisku zastąpił go Tadeusz Krawiec, który do tej
pory odpowiedzialny był za redakcję mutacji „Gońca” dla
Siemianowic.
Mimo wszystko z każdym tygodniem gazeta coraz prężniej
stawała na własnych nogach. Dość powiedzieć, że w 1958
roku przeniosła ona swą siedzibę w pobliże rynku, a jej
nakład wynosił już 15 tys. egzemplarzy, co na lokalny
periodyk nawet obecnie jest sporym osiągnięciem.
Krystalizował się dziennikarski zespół
redakcyjny, a „Życie Chorzowa” i jego lokalne
odpowiedniki szykowały się do rewolucyjnej zmiany.
2 sierpnia 1962 roku czytelnicy nie znaleźli już
w kioskach „Życia…”, ale… „Goniec Górnośląski” wspólny
dla wszystkich czterech miast
„Śląska
klachula”
Nie wiadomo kiedy po raz
pierwszy pojawiło się określenie „śląska klachula”.
Z czasem jednak przylgnęło ono do „Gońca Górnośląskiego”
i tak jest do dziś. Być może utarło się ono w początkach
istnienia tytułu, kiedy redakcji często brakowało
materiałów dziennikarskich, a „dziury” w gazecie
zapełniano fragmentami książki kucharskiej
przepisywanymi przez Gertrudę Staniek. Być może
przyczyniły się do tego kroniki policyjne, a być może
sama rubryka „Nasi czytelnicy spostrzegli”, która na
łamach pisma jest obecna od ponad 30 lat!
Epoka Gomułki i lata 60. były z pewnością
jednym z ciekawszych okresów w historii „Gońca
Górnośląskiego”. Na łamach gazety można było znaleźć
obszerne materiały poświęcone realizacji kolejnych
planów gospodarczych, relacje z budowy nowych zakładów
przemysłowych czy uruchamiania kolejnych ciągów
technologicznych. Oczywiście istotne było omawianie
problemów przed kolejnymi Plenami KC PZPR, co jednak
warte podkreślenia zawsze miało to odniesienie do tego
co było istotne dla regionu i miast, w których gazeta
się ukazywała. W przeciwieństwie do współczesnego „Gońca
Górnośląskiego” tygodnik ukazywał się wtedy o dzień
wcześniej, czyli w środy.
Lata 70. i rządy Edwarda Gierka bardzo zmieniły
oblicze Śląska. Oczywiście nie mogło to ujść uwadze
„Gońca Górnośląskiego”, który regularnie alarmował
o rosnących potrzebach mieszkaniowych w regionie
i relacjonował postępy prac budowlanych. Okres obfitował
w niezwykłe wydarzenia historyczne i sportowe, więc
i w naszym tygodniku znaleźć można było echa lotu Polaka
w Kosmos, czy wspaniałych piłkarskich mistrzostw świata
w Monachium. Kiedy brakowało wydarzeń o takiej randze…
dziennikarze ruszali na poszukiwania polo-cocty czy na
inspekcję miejskich lokali gastronomicznych.
Powoli zmieniała się także szata graficzna
gazety. Z końcem lat 70. strony w gazecie zaczęły
nabierać „rumieńców”. Pojawiały się kolory – czerwony,
fioletowy, niebieski. Do jakości dzisiejszego druku było
jeszcze daleko, ale nawet dzięki tym prostym zabiegom
edytorskim tygodnik zyskał na atrakcyjności.
1981 – stan
wstrzymania
Początek kolejnej dekady był
zaskakujący dla wszystkich. Ogłoszony w grudniu 1981
roku stan wojenny poskutkował wstrzymaniem publikacji
większości gazet. „Goniec Górnośląski” zniknął na kilka
miesięcy. Do rąk czytelników Chorzowa, Siemianowic
Śląskich i Świętochłowic trafił wiosną 1982 roku.
Niestety nie było tak w przypadku czytelników z Rudy
Śląskiej. Na mocy odgórnej decyzji zasięg tygodnika
został ograniczony, a Rudę Śląską objął dziennikarską
pieczą „Głos Zabrza”. Na blisko 20 lat „Goniec” zniknął
z miasta, z którym był związany od początku… jego
istnienia.
Lata 80. to w historii gazety dziwny okres. Po stanie
wojennym gazeta straciła swój rozmach. Z redakcji
odeszła redaktor naczelna Alicja Olczykowa, tygodnikowi
znacznie zmniejszono format, a jego łamy zapełniały
obrazki z rzeczywistości kryzysu – kolejki, kartki,
braki w dostawach. Coraz częściej pojawiały się głosy
krytyczne i z każdym tygodniem bliżej przełomowych obrad
Okrągłego Stołu nabierały one na sile.
Koniec
monopolii
Przełom roku 1989 i
stopniowe uwalnianie rynku prasowego w Polsce stało się
przyczyną upadku sporej liczby tytułów, często
o wieloletniej tradycji. Spadek nakładów, zmiany
w strukturze własnościowej, wreszcie zaostrzająca się
konkurencja w walce o czytelnika, wszystko to sprawiało,
że wydawanie gazety w tym okresie nie było łatwe.
Szczęśliwie jednak „Goniec Górnośląski” zdołał
sprostać wymogom nowej sytuacji społeczno-ekonomicznej.
Przede wszystkim musiał on zmienić strukturę
własnościową. Po upadku Robotniczej Spółdzielni „Prasa-Książka-Ruch”,
która była monopolistą w zakresie wydawania i kolportażu
prasy zaistniała potrzeba znalezienia nowego
właściciela. Pierwszym właścicielem powołanym do życia w
1990 roku stała się Spółdzielnia Pracy Dziennikarzy
„Goniec”. Na jej czele stanęła Elżbieta Kazibut-Twórz,
która później piastowała również funkcję redaktor
naczelnej gazety. Po tym okresie przejściowym, zgodnie
z zaleceniami likwidatorów RSW powołano spółkę z o.o.
„Goniec Górnośląski”, która od tego czasu jest wydawcą
tygodnika. Jej głównymi udziałowcami stały się gminy:
Chorzów, Siemianowice Śląskie i Świętochłowice oraz SPD
„Goniec”. W 1995 roku do tego grona dołączył prywatny
inwestor, który w pięć lat później przejął większościowy
pakiet udziałów w wydawnictwie. Dzięki tym zmianom,
dosyć szczęśliwym dla „Gońca Górnośląskiego”, możemy
dziś mówić, że gazeta jest w dużym stopniu niezależna od
sfer rządzących, a co za tym idzie obiektywna
w opisywaniu życia miast regionu.
Od 1989 roku tygodnik kilkakrotnie przechodził
gruntowne zmiany szaty graficznej. Duża w tym zasługa
komputeryzacji, którą przeprowadzono na początku lat 90.
Warto zaznaczyć, że „Goniec” był pierwszą redakcją
w województwie katowickim, która zdecydowała się
przygotowywać materiały do druku samodzielnie, na
własnych komputerach. Dziś funkcjonowanie gazety bez
tych ostatnich nie byłoby możliwe.
Zmiany w „Gońcu Górnośląskim” nie są zresztą czymś
wyjątkowym. Cały czas redakcja stara się zmieniać
gazetę, jej wygląd, formę publikowanych artykułów
i zawartość w ten sposób, by jak najbardziej spełniać
oczekiwania Czytelników.
Na ile się to udaje? Warto przekonać się samemu,
czytając „Goniec Górnośląski” – największy tygodnik na
Górnym Śląsku
Szczęście do
ludzi
O ile na początku gazecie
mogło brakować środków finansowych czy doświadczenia
w przygotowywaniu tygodnika, o tyle trudno odmówić jej
szczęścia do ludzi. Nawet w czasach, gdy dziennikarze
z zawodu byli rzadkością, udawało się znajdywać takie
osoby, które posiadały autentyczne powołanie do tego
zawodu, by wymienić tu tylko nazwiska Gerarda
Szędzielorza czy Gerarda Kulpoka.
Jednak przez ponad 46 lat istnienia „Gońca
Górnośląskiego” przez redakcję przewinęło się ponad stu
dziennikarzy. Dla jednych był to azyl po „spaleniu”
w takich tytułach jak „Dziennik Zachodni” czy „Wieczór”,
dla innych była to odskocznia do dalszej kariery. Część
pracowników jak choćby Karol Truchan czy Klaudiusz
Baston pozostawała jednak wierna tej gazecie przez
większość swego zawodowego życia. To im gazeta
zawdzięcza swoistą pozycję kuźni, w której szlify w tym
niełatwym zawodzie zdobywa dziś już trzecie pokolenie
śląskich dziennikarzy.
Ale „Goniec” to nie tylko historia dziennikarzy. To
także historia ludzi takich jak Gertruda Staniek, Helena
Porajowa, Maria Kuczera czy Maria Dering, które
zajmowały się administracyjną i organizacyjną pracą
gazety.
Poczet
Redaktorów Naczelnych „Gońca Górnośląskiego”
Funkcja Redaktora
Naczelnego w lokalnym tygodniku takim jak „Goniec
Górnośląski” zawsze miała i ma ogromne znaczenie.
Redaktor naczelny jest bowiem osobą, która nie tylko
reprezentuje zespół redakcyjny i bierze na siebie
odpowiedzialność za wyniki jego pracy, ale kształtuje
charakter pisma. Przez ponad 46 lat historii funkcję tę
w „Gońcu” pełniło 13 osób, przy czym niektóre więcej niż
jeden raz.
Alicja Olczykowa 1956 – 1957
Marian Sarama 1957 – 1957
Tadeusz Krawiec 1957 – 1963
Tadeusz Potempski 1963 – 1968
Alicja Olczykowa 1969 – 1982
Edward Szwagierczak 1982 – 1984
Bogumiła Hrapkowicz 1984 – 1991
Elżbieta Kazibut-Twórz 1991 – 1997
Waldemar Kosior 1997 – 1998
Marian Bijoch 1998 – 1999
Jolanta Król 1999 – 2000
Wiesław Rola 2000 – 2001
Andrzej Krzyształowski 2001 – 2003
Marian Bijoch 2003 - 2009
Józef Swoboda od 2009
Kilka słów o
siedzibach „Gońca Górnośląskiego”
Już w momencie, gdy trwały
przygotowania nad pierwszym numerem gazety, wiadome
było, że redakcja nie jest w stanie sprawnie
funkcjonować w jednopokojowej siedzibie przy
ul. Sienkiewicza. Pierwsza przeprowadzka nastąpiła więc
jeszcze w 1958 roku. Nowa siedziba „Gońca” mieściła się
wówczas przy rynku na ul. Bieruta 6 tuż obok spółdzielni
dentystycznej, vis a vis kawiarni „Nasza”.
Kolejna zmiana lokalizacji nastąpiła
w 1962 roku. Redakcja przeniosła się wtedy na parter
Chorzowskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego i Elektromontażu
(dawna ul. Dzierżyńskiego 72). Do jej siedziby z
pewnością łatwo było trafić, gorzej było tam pracować.
Rozpoczęto więc poszukiwania kolejnego lokum.
Niebagatelną rolę w znalezieniu wygodnego miejsca dla
„Gońca Górnośląskiego” odegrała Heliodora Golus. To
dzięki jej pomocy w 1968 roku redakcja mogła
wprowadzić się do lokalu w budynku przy
ul. Dąbrowskiego 8, gdzie mieści się do dziś.
|
|